Polskie gry negocjacyjne
Po kilku miesiącach od utworzenia nowego rządu nie brakuje grup chętnych do tego, by wynegocjować od państwa polskiego jak największe podwyżki płac i przywileje.
Pomyślałby ktoś "to ma sens", gdyby nie chodziło o celników, nauczycieli, lekarzy, itp. Bo jak dawno sięgnę pamięcią - jest pewien zestaw grup zawodowych, który zawsze ma problemy z tym że zbyt mało zarabia.
"Szlachetnie" postąpili niedawno celnicy. Po zablokowaniu na jakiś czas wschodniej granicy przyjechali do Warszawy i pierwszego dnia negocjacji oświadczyli zaraz na początku, że niezależnie od wyniku rozmów z rządem, oni chcą pokazać że są odpowiedzialni i wrócą do normalnej pracy. Może to dziwnie zabrzmieć, ale po takim postawieniu sprawy rozmowy o niczym trwały 3 dni.
Mniej szlachetni okazują się być nauczyciele, którzy w lutym żądają podwyżek płac na ten rok, mimo że wynagradzani są z budżetu, a ten ustalany jest zwykle nieco wcześniej. Wyszli ze spotkania z rządem i nazwali rozmowy farsą. Ktoś złośliwy mógłby nazwać teraz farsą poziom nauczania w Polsce. I miałby rację. Pewnie w obawie o ten poziom nauczyciele po raz kolejny zapowiadają szum wokół matur. Bynajmniej nie o to by podchodzący zdali egzamin dojrzałości jak najlepiej. Skądże znowu. Zrobi się szum wokół tego czy matury w ogóle będą. Odwróci się uwagę od poziomu. No i nauczyciele zadbają o trochę atrakcji dla siebie przed długimi wakacjami. Dobry pomysł by nie nudzić się przez cały rok.
Zawody finansowane z budżetu nie mogą oczywiście strajkować zbyt długo, bo ktoś mógłby rezolutnie nie zauważyć ich przydatności w systemie. Poprotestują nieco i wracają do tzw. pracy, bo to też jest element gry. Są bardzo odpowiedzialni.
Patrząc na to szerzej. Zadziwiające jest to, jaki wizerunek negocjacji płacowych został wykreowany przez media. Schemat, w którym z jednej strony są skuteczni przedstawiciele sfery budżetowej a z drugiej biedni, prześladowani pracownicy bezdusznych kapitalistów. Zaraz, zaraz. Czy nie tak jest?
Przecież gdy pokazuje się negocjujących lekarzy czy nauczycieli to są oni bohaterscy i skuteczni. Gdy pokazuje się negocjujących z właścicielami prywatnych firm, to zwykle są to biedni, uciśnieni pracownicy jakiegoś wielkiego "drapieżcy": hipermarketu czy sieci tanich sklepów. I zwykle argumentem jest płacz i zgrzytanie zębami.
Czego to uczy?
Ano tego że z Państwem można, bo Państwo jest słabe i w zasadzie jak się mu podbierze trochę, to "nic się nie stało". Za to praca w hipermarkecie...
Co nieuchronnie prowadzi do wniosku że współczesny świat bez socjotechniki nie byłby współczesnym światem. Możliwość wykreowania takiego wizerunku jaki jest optymalny pod kątem osiąganego efektu społecznego jest na tyle kuszące, że wiele ludzi nie potrafi się oprzeć, by to robić. Etyka? Czym jest? Każdy ma wszak własną.
Czy zauważyłeś drogi Wojtku, że już coraz mniej ludzi pyta nas o etyczną stronę wiedzy, którą od nas dostają?
Pomyślałby ktoś "to ma sens", gdyby nie chodziło o celników, nauczycieli, lekarzy, itp. Bo jak dawno sięgnę pamięcią - jest pewien zestaw grup zawodowych, który zawsze ma problemy z tym że zbyt mało zarabia.
"Szlachetnie" postąpili niedawno celnicy. Po zablokowaniu na jakiś czas wschodniej granicy przyjechali do Warszawy i pierwszego dnia negocjacji oświadczyli zaraz na początku, że niezależnie od wyniku rozmów z rządem, oni chcą pokazać że są odpowiedzialni i wrócą do normalnej pracy. Może to dziwnie zabrzmieć, ale po takim postawieniu sprawy rozmowy o niczym trwały 3 dni.
Mniej szlachetni okazują się być nauczyciele, którzy w lutym żądają podwyżek płac na ten rok, mimo że wynagradzani są z budżetu, a ten ustalany jest zwykle nieco wcześniej. Wyszli ze spotkania z rządem i nazwali rozmowy farsą. Ktoś złośliwy mógłby nazwać teraz farsą poziom nauczania w Polsce. I miałby rację. Pewnie w obawie o ten poziom nauczyciele po raz kolejny zapowiadają szum wokół matur. Bynajmniej nie o to by podchodzący zdali egzamin dojrzałości jak najlepiej. Skądże znowu. Zrobi się szum wokół tego czy matury w ogóle będą. Odwróci się uwagę od poziomu. No i nauczyciele zadbają o trochę atrakcji dla siebie przed długimi wakacjami. Dobry pomysł by nie nudzić się przez cały rok.
Zawody finansowane z budżetu nie mogą oczywiście strajkować zbyt długo, bo ktoś mógłby rezolutnie nie zauważyć ich przydatności w systemie. Poprotestują nieco i wracają do tzw. pracy, bo to też jest element gry. Są bardzo odpowiedzialni.
Patrząc na to szerzej. Zadziwiające jest to, jaki wizerunek negocjacji płacowych został wykreowany przez media. Schemat, w którym z jednej strony są skuteczni przedstawiciele sfery budżetowej a z drugiej biedni, prześladowani pracownicy bezdusznych kapitalistów. Zaraz, zaraz. Czy nie tak jest?
Przecież gdy pokazuje się negocjujących lekarzy czy nauczycieli to są oni bohaterscy i skuteczni. Gdy pokazuje się negocjujących z właścicielami prywatnych firm, to zwykle są to biedni, uciśnieni pracownicy jakiegoś wielkiego "drapieżcy": hipermarketu czy sieci tanich sklepów. I zwykle argumentem jest płacz i zgrzytanie zębami.
Czego to uczy?
Ano tego że z Państwem można, bo Państwo jest słabe i w zasadzie jak się mu podbierze trochę, to "nic się nie stało". Za to praca w hipermarkecie...
Co nieuchronnie prowadzi do wniosku że współczesny świat bez socjotechniki nie byłby współczesnym światem. Możliwość wykreowania takiego wizerunku jaki jest optymalny pod kątem osiąganego efektu społecznego jest na tyle kuszące, że wiele ludzi nie potrafi się oprzeć, by to robić. Etyka? Czym jest? Każdy ma wszak własną.
Czy zauważyłeś drogi Wojtku, że już coraz mniej ludzi pyta nas o etyczną stronę wiedzy, którą od nas dostają?
<< Strona główna