Szkola Negocjacji
Drogi Igorze
Wiele rzeczy się dzieje. Tak wiele mój drogi, że prawie zapomnieliśmy o blogu. Sam przyznaj jak bardzo jest to kary godne lub nie, bo czas ten inwestowaliśmy w inne, nie mniej ważne przed się wzięcia, które dzięki temu zostały za się wzięte. Pomyśl miesiąc prawie od ostatniego posta, a za nami dwa szkolenia zamknięte i dwie części triady i kilka wspaniale otwartych tematów, które już niedługo, będziemy wspólnie realizować.
Pamiętasz, przed podjęciem decyzji o tym, że będziemy pracować wspólnie, rozmawialiśmy o tym tylko dwa razy: pierwszy i ostatni. Już wtedy wiedziałem, bardzo kinestetycznie, że będzie ok. Nie spodziewałem się jednak, że tak szybko i nazwijmy eufemistycznie, bo Ty wiesz najlepiej jak to zrozumieć, owocnie!
Kiedy pracowaliśmy nad programem poszczególnych części Triady, skrupulatnie opracowując każdy szczegół, nie wzięliśmy pod uwagę tylko jednej rzeczy. Tego, że przez 8-9 godzin warsztatu można zrobić tylko tyle rzeczy, ile można i ani jednej więcej. Teraz wiemy lepiej, że aby przekazać to czego chcemy ich nauczyć w taki sposób, aby wszyscy najlepiej jak chcą skorzystali, potrzebujemy więcej czasu.
Pamiętam kiedy pierwszy raz zacząłeś mówić o Szkole Negocjacji, to kalibrując reakcje naszych słuchaczy na tym najdziwniejszym "spotkaniu handlowym", jednocześnie zacząłem robić obrazy a moja kinestetyka, zgodnym głosem wszystkich części powiedziała mi: TO OCZYWISTE (niezależnie od tego co znaczy wiste, ba ja wolę niebieskie lub piwne). A ich reakcje niewerbalne jeszcze bardziej mnie w tym utwierdzały, że to może być kolejny sukces na naszym koncie.
I to wszystko już niedługo.
Najbardziej podobało mi się pytanie naszych panów od polityki kiedy zapytali czy możemy to zrobić wyłącznie dla nich. Takie specyficzne poczucie humoru, po prostu ubaw po pachy. Jeżeli o nich mowa to przyszedł mi do głowy pomysł jak można rzucić konkurencji, garść cukru do baku z benzyną.
Jeżeli widziałeś weekendowe szaleństwo partyjnych konwencji, to wiesz że główną postacią oprócz przeróżnych osób przewalających się przez scenę jest zawsze mównica, która ma dodawać powagi, charyzmy i czego tam jeszcze im wszystkim brakuje. Stawiają ją w różnych miejscach i doskonale się za nią przed odbiorcami maskują, mając pozory bezpieczeństwa, że przynajmniej nic głupiego z rękami nie zrobią. Zwodnicza logika, bo i tak im wychodzi jeżeli wiesz gdzie patrzeć. Jeżeli nie wiesz to też luz, bierzesz to podświadomie i czujesz wtedy, jak być może dialog wewnętrzny podszeptuje "o rany coś to bardzo niespójne".
W poprzedniej kampanii LiDerzy młodej, nowej lewicy na konwencjach występowali bez mównicy, z mikrofonami "nagłownymi". Teraz kiedy już nie muszą być inni występują posługując się autorytetem mównicy.
I właśnie tego pomysł dotyczy. Jak zrobić to, żeby przez długi czas od teraz żaden z polityków nie ośmielił się przemawiać do nikogo z mównicy.
Jedni poradzą sobie z tym lepiej, inni gorzej a część z nich wcale. Więc będzie musiała przestać, żeby śmiech i radości gawiedzi nie wzbudzać.
Wyobraź sobie, taką oto sytuację. Stawiasz na scenie mównicę. Tak normalnie jak zwykle. Tuż za nią umieszczasz kompilację graficznych znaków i haseł twoich konkurentów. Masz na głowie mikrofon i wolne ręce. Wszystko co złe kotwiczysz na tą właśnie mównicę. Oczywiście musisz zrobić cos takiego co zapewni ci primetime w TV. Nie ma znaczenia co powiesz. Musi być mocne np. ktoś z twoich przeciwników chwali się AK-wską historią rodzinną, to powiedz że docierają słuchy że to AK to Afrika Korps. Nie ma znaczenia, przeprosisz w trybie wyborczym, kiedy sąd CI każe. Przeprosisz z mównicy. Dajesz tekstem stojąc blisko ludzi, gdy najpierw gestem obejmiesz całą salę, wskazując na mównicę: "ONI wszyscy stamtąd będą mówili różne rzeczy, i niewykluczone, że z niektórymi z nich będziesz chciał się na początku zgodzić. Oni stamtąd już mówią pełne frazesów i obietnic zdania. Okrągłe. Nic nie znaczące. Bo wiedzą, że to miejsce, z którego do ciebie mówią do niczego nie zobowiązuje. Można stać w takim miejscu i pleść, mordo ty nasza, cokolwiek ślina na język przyniesie. Z tego miejsca przypomnij sobie dobrze rzadko słyszysz coś co buduje.....................itp." Oczywiście to jeszcze trzeba umieć zrobić i to tak, żeby ktoś to pokazał. Wszystko co głupie, żenujące, śmieszne farsotragiczne ma iść na mównicę z konkurencją. Wyszkolony polityk, zrobiłby to w 25 do 30 minut i to w taki sposób, że słuchanie polityków z za mównicy byłoby dla większości społeczeństwa tak samo pociągające jak jedzenie psich odchodów.
A teraz wyobraź sobie niektórych naszych polityków bez mównicy. Szczególnie, tych których Onufry Zagłoba herbu Wczele opisywał jako ludzi nikczemnej postury. Wielu z nich daje się słuchać tylko dlatego, że widać ich od ramion w górę a oni nie muszą się zastanawiać, co powinni zrobić z resztą członków. Treść przykuwa uwagę, a retorycznie w nowomowie są nieźli.
A gdyby nie mogli się za mebelkiem schować, bo publika na samą próbę płakałaby ze śmiech. Pomyśl, sławne Kaczuchy (taki taniec był, bez skojarzeń proszę, to jest a polityczny tekst) na scenie odtańczane przez tuzów "elit" politycznych, bo żeby umieć mówić do ludzi bez mównicy i całym swoim ciałem wspierać ten przekaz, to się trzeba trochę pouczyć. Ale po co wyznaczać trendy, skoro łatwiej się do kogoś podłączyć. Tylko, że w tedy to on wygrywa. I pewnie o to właśnie chodzi.
To tak zupełnie nie apropos Szkoły Negocjacji, a może jednak??
Wiele rzeczy się dzieje. Tak wiele mój drogi, że prawie zapomnieliśmy o blogu. Sam przyznaj jak bardzo jest to kary godne lub nie, bo czas ten inwestowaliśmy w inne, nie mniej ważne przed się wzięcia, które dzięki temu zostały za się wzięte. Pomyśl miesiąc prawie od ostatniego posta, a za nami dwa szkolenia zamknięte i dwie części triady i kilka wspaniale otwartych tematów, które już niedługo, będziemy wspólnie realizować.
Pamiętasz, przed podjęciem decyzji o tym, że będziemy pracować wspólnie, rozmawialiśmy o tym tylko dwa razy: pierwszy i ostatni. Już wtedy wiedziałem, bardzo kinestetycznie, że będzie ok. Nie spodziewałem się jednak, że tak szybko i nazwijmy eufemistycznie, bo Ty wiesz najlepiej jak to zrozumieć, owocnie!
Kiedy pracowaliśmy nad programem poszczególnych części Triady, skrupulatnie opracowując każdy szczegół, nie wzięliśmy pod uwagę tylko jednej rzeczy. Tego, że przez 8-9 godzin warsztatu można zrobić tylko tyle rzeczy, ile można i ani jednej więcej. Teraz wiemy lepiej, że aby przekazać to czego chcemy ich nauczyć w taki sposób, aby wszyscy najlepiej jak chcą skorzystali, potrzebujemy więcej czasu.
Pamiętam kiedy pierwszy raz zacząłeś mówić o Szkole Negocjacji, to kalibrując reakcje naszych słuchaczy na tym najdziwniejszym "spotkaniu handlowym", jednocześnie zacząłem robić obrazy a moja kinestetyka, zgodnym głosem wszystkich części powiedziała mi: TO OCZYWISTE (niezależnie od tego co znaczy wiste, ba ja wolę niebieskie lub piwne). A ich reakcje niewerbalne jeszcze bardziej mnie w tym utwierdzały, że to może być kolejny sukces na naszym koncie.
I to wszystko już niedługo.
Najbardziej podobało mi się pytanie naszych panów od polityki kiedy zapytali czy możemy to zrobić wyłącznie dla nich. Takie specyficzne poczucie humoru, po prostu ubaw po pachy. Jeżeli o nich mowa to przyszedł mi do głowy pomysł jak można rzucić konkurencji, garść cukru do baku z benzyną.
Jeżeli widziałeś weekendowe szaleństwo partyjnych konwencji, to wiesz że główną postacią oprócz przeróżnych osób przewalających się przez scenę jest zawsze mównica, która ma dodawać powagi, charyzmy i czego tam jeszcze im wszystkim brakuje. Stawiają ją w różnych miejscach i doskonale się za nią przed odbiorcami maskują, mając pozory bezpieczeństwa, że przynajmniej nic głupiego z rękami nie zrobią. Zwodnicza logika, bo i tak im wychodzi jeżeli wiesz gdzie patrzeć. Jeżeli nie wiesz to też luz, bierzesz to podświadomie i czujesz wtedy, jak być może dialog wewnętrzny podszeptuje "o rany coś to bardzo niespójne".
W poprzedniej kampanii LiDerzy młodej, nowej lewicy na konwencjach występowali bez mównicy, z mikrofonami "nagłownymi". Teraz kiedy już nie muszą być inni występują posługując się autorytetem mównicy.
I właśnie tego pomysł dotyczy. Jak zrobić to, żeby przez długi czas od teraz żaden z polityków nie ośmielił się przemawiać do nikogo z mównicy.
Jedni poradzą sobie z tym lepiej, inni gorzej a część z nich wcale. Więc będzie musiała przestać, żeby śmiech i radości gawiedzi nie wzbudzać.
Wyobraź sobie, taką oto sytuację. Stawiasz na scenie mównicę. Tak normalnie jak zwykle. Tuż za nią umieszczasz kompilację graficznych znaków i haseł twoich konkurentów. Masz na głowie mikrofon i wolne ręce. Wszystko co złe kotwiczysz na tą właśnie mównicę. Oczywiście musisz zrobić cos takiego co zapewni ci primetime w TV. Nie ma znaczenia co powiesz. Musi być mocne np. ktoś z twoich przeciwników chwali się AK-wską historią rodzinną, to powiedz że docierają słuchy że to AK to Afrika Korps. Nie ma znaczenia, przeprosisz w trybie wyborczym, kiedy sąd CI każe. Przeprosisz z mównicy. Dajesz tekstem stojąc blisko ludzi, gdy najpierw gestem obejmiesz całą salę, wskazując na mównicę: "ONI wszyscy stamtąd będą mówili różne rzeczy, i niewykluczone, że z niektórymi z nich będziesz chciał się na początku zgodzić. Oni stamtąd już mówią pełne frazesów i obietnic zdania. Okrągłe. Nic nie znaczące. Bo wiedzą, że to miejsce, z którego do ciebie mówią do niczego nie zobowiązuje. Można stać w takim miejscu i pleść, mordo ty nasza, cokolwiek ślina na język przyniesie. Z tego miejsca przypomnij sobie dobrze rzadko słyszysz coś co buduje.....................itp." Oczywiście to jeszcze trzeba umieć zrobić i to tak, żeby ktoś to pokazał. Wszystko co głupie, żenujące, śmieszne farsotragiczne ma iść na mównicę z konkurencją. Wyszkolony polityk, zrobiłby to w 25 do 30 minut i to w taki sposób, że słuchanie polityków z za mównicy byłoby dla większości społeczeństwa tak samo pociągające jak jedzenie psich odchodów.
A teraz wyobraź sobie niektórych naszych polityków bez mównicy. Szczególnie, tych których Onufry Zagłoba herbu Wczele opisywał jako ludzi nikczemnej postury. Wielu z nich daje się słuchać tylko dlatego, że widać ich od ramion w górę a oni nie muszą się zastanawiać, co powinni zrobić z resztą członków. Treść przykuwa uwagę, a retorycznie w nowomowie są nieźli.
A gdyby nie mogli się za mebelkiem schować, bo publika na samą próbę płakałaby ze śmiech. Pomyśl, sławne Kaczuchy (taki taniec był, bez skojarzeń proszę, to jest a polityczny tekst) na scenie odtańczane przez tuzów "elit" politycznych, bo żeby umieć mówić do ludzi bez mównicy i całym swoim ciałem wspierać ten przekaz, to się trzeba trochę pouczyć. Ale po co wyznaczać trendy, skoro łatwiej się do kogoś podłączyć. Tylko, że w tedy to on wygrywa. I pewnie o to właśnie chodzi.
To tak zupełnie nie apropos Szkoły Negocjacji, a może jednak??